Szkoła Podstawowa

im. Janusza Korczaka

ul. Szkolna 4

77-320 Przechlewo

tel. 59 8334325

 

              

                                                                  

 

 

 

 

 

 

                         Szkoła Podstawowa im. Janusza Korczaka ( w obecnym budynku rozpoczęła pracę 1 września 1988 roku. Dyrektorem szkoły jest mgr Mścisław Wikaryjczak. W szkole zatrudnionych jest 30 nauczycieli. W roku szkolnym 2010/2011 w naszej szkole uczy się 300 uczniów.

Na terenie szkoły znajdują się:

 

                 sala gimnastyczna;

                 boisko "Orlik";

                 siłownia;

                 pracownia komputerowa;

                 biblioteka;

                 świetlica;

                 sklepik;

                 gabinet szkolnej pielęgniarki;

                 gabinet stomatologiczny;

   

 

 


Trochę Faktów z Dziejów Szkół


1653 r.

Była w Przechlewie „posiadłość z domem dla rektora”. Parafianie zobowiązali się   postarać o nauczyciela i zapewnić mu godziwe warunki życia.

1695 r.

Przechlewo posiadało własną szkołę. Pierwszym nauczycielem był Joannes Beier, który wcześniej pełnił obowiązki wizytatora szkolnego.

1764 - 1772 r.

Otwarto kolejną szkołę.

1812 r.

Na ulicy Młyńskiej wzniesiono pierwszy budynek szkolny. Budynek przetrwał do lat 70. XIX w. Obok szkoły katolickiej otwarto ewangelicką.

Po 1818 r.

Przechlewo posiadało już dwóch nauczycieli: Michaela Kasischke (Kasüschke)
i Krystiana Rogazinskiego.

1834 r.

Pożar i odbudowa budynku szkolnego.

Do 1 X 1886 r.

Zwierzchnictwo nad szkołą katolicką sprawował proboszcz.

1886 r.

Inspektor szkoły powiatowy (tutejszy nauczyciel Henkel) otrzymał siedzibę
w Przechlewie.

1873 r.

Wybudowano szkołę w centrum wsi z 2 salami lekcyjnymi oraz 2 mieszkaniami dla nauczycieli. Dzisiaj znajduje się w tym miejscu Gminna Biblioteka Publiczna. Od tego czasu Przechlewo posiadało dwie katolickie szkoły.

1888 r.

W katolickich szkołach uczyło się 184 dzieci, natomiast do ewangelickiej  uczęszczało 142 uczniów.

9-21 III 1888 r.

Nauczyciele oraz uczniowie uczestniczyli w szeregu uroczystości i nabożeństw po śmierci cesarza Wilhelma I.

12/13 II 1908 r.

Spłonęła szkoła w centrum wsi. Władze samorządowe wynajęły 3 pomieszczenia do nauki oraz 2 pokoje dla nauczycieli.

1 X 1913 r.

Wybudowano szkołę katolicką (4 klasy, 3 mieszkania dla nauczycieli) i ewangelicką (3 klasy i 3 mieszkania).

1914-1918 r.

wytyczono cele ogólnowojenne (m.in. uczniowie przeprowadzali zbiórki złota, pieniędzy, ubrań oraz wykonywali skarpety dla żołnierzy).

7 III 1920 r.

Przeprowadzono pierwsze wybory rady szkolnej.

1921 r.

Do szkoły podłączono prąd elektryczny.

1 IV 1922 r.

Nauczyciel Schunk otworzył prywatną szkołę w Przechlewie.

1926 r.

Wybudowano stadion. W tym przedsięwzięciu aktywnie uczestniczyli nauczyciele i starsi uczniowie.

12 II 1928 r.

Szkoły otrzymały od ministerstwa pierwsze radio.

1 IV 1928 r.

Rozbudowa miejscowych szkół – wykorzystano przestrzeń między szkołą ewangelicką i katolicką. W tym miejscu znalazła swoją siedzibę rolniczo-gospodarska szkoła zawodowa dla dziewcząt.

1 X 1931 r.

Kierownik szkoły katolickiej, Jakob Grochocki otrzymał tytuł rektora.

1934 r.

Nauczyciele musieli złożyć ślubowanie wierności Hitlerowi.

1938 r.

Podłączono wodociąg.

11 XI 1938 r.

„Kryształowa noc” w Przechlewie. Nauczyciele i uczniowie uczestniczyli w manifestacji pod hasłem „Światowe żydostwo i jego czerwoni oraz czarni przyjaciele”.

VI 1939 r.

Szkoły pozostawiono do dyspozycji Wehrmachtu. Zorganizowano tu areszt, kwaterę saperów i szpital wojenny.

1939 r.

Trafiło do szkoły 70 dzieci z niemieckich miast zagrożonych bombardowaniami (z Berlina, Gelsenkirchen, Düsseldorfu, Kolonii, Brunszwiku i Herne).

1940 r.

Zespolono tutejsze szkoły (katolicką i ewangelicką) tworząc gromadzką, ośmioletnią Volksschule.

Koniec 1944 r.

Szkoła zaniechała swej działalności i zajęło ją wojsko niemieckie. Obok szkoły, w ogrodzie założono prowizoryczny cmentarz wojenny (6 grobów).

10 IX 1945 r.

Pan Franciszek Gospodarek dokonał uroczystego rozpoczęcia roku szkolnego, połączonego z otwarciem polskiej szkoły.

28 VI 1946 r.

Pierwsze uroczyste zakończenie roku szkolnego (13 absolwentów).

1 IV 1947 r.

Zakupiono do szkoły pierwszą piłkę.

1 XII 1952 r.

– 30 III 1953 r.

Na poddaszu szkoły utworzono internat (pierwszy w województwie koszalińskim).

1 IX 1958 r.

Z pomieszczeń szkoły zaczęła korzystać Szkoła Przysposobienia Rolniczego.

1966/67

Wprowadzono ośmioletnią szkołę podstawową.

1968 r.

Szkołę podłączono do wodociągu.

1 II 1971 r.

Rozbudowano budynek przy ul. Dworcowej i utworzono internat.

1973 r.

Zorganizowano świetlicę dla młodzieży dojeżdżającej.

1973 r.

Utworzono w szkole klasę uzawodowioną o profilu rolniczym.

1973 r.

Miejscowa szkoła otrzymała status Zbiorczej Szkoły Gminnej w Przechlewie.

1984 r.

Rozpoczęto budowę nowej placówki oświatowej.

1984 r.

Utworzono tu Inspektorat Oświaty i Wychowania.

1985 r.

Powołano do życia Komitet Czynu Pomocy Szkole.

1 IX 1988 r.

Uroczyste otwarcie nowej szkoły, której nadano imię Janusza Korczaka.

1996 r. 

Utworzono Zespół Ekonomiczno-Administracyjny Szkół w Przechlewie.

1 IX 1999 r.

Utworzono 6-letnią szkołę podstawową i 3-letnie gimnazjum.

Od 1999 r.

Gościmy młodzież z Danii i Niemiec.

2003 r.

Szkoła podstawowa otrzymała  tytuł  „Szkoła z klasą” – akcja pod honorowym patronatem Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

2004 r.

Utworzono Zespół Szkół w Przechlewie.

2007 r.

II nagroda główna (50 tys. zł) w ogólnopolskim konkursie ogłoszonym przez PZU Życie pod nazwą „Ale Akcja – rusz się Człowieku”

2008 r.

Termomodernizacja oraz zmiana elewacji szkoły.

2008 r.

Wybudowano zespół boisk wielofunkcyjnych „Orlik 2012”

2008 r.

Uroczyste obchody 20-lecia szkoły.

Szkoła na ulicy Młyńskiej

 

Widok Przechlewa sprzed 1908 r.

Na dalszym planie szkoła.

Widok Przechlewa z 1918 r.

( Rys. M. Wikaryjczak).

Szkoły w Przechlewie. Stan sprzed 1927 r.

Szkoła gromadzka  - 1945 r.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów

M. Wikaryjczak

opac. mgr  M. Wikaryjczak

 


przechlewo I Okolice w Latach II Wojny Światowej


        22 czerwca 1939 roku pojawiły się w okolicy liczne ciężarówki wojskowe. Dotarli kwaterunkowi oraz oddziały przednie. Wszystkie szkoły w tzw. „strefie działań wojennych” pozostawiono do dyspozycji Wehrmachtu. W przechlewskiej placówce zorganizowano areszt, kwaterę saperów i szpital wojenny. Natomiast w szpitalu w Człuchowie zwolniono łóżka dla ewentualnych rannych. Chorych przewieziono do Szczecina. Już na przełomie czerwca i lipca okoliczne wsie były rejonem koncentracji wojsk niemieckich. Jak wspomina kronikarz:  „Nie ma rodziny,  u której nie byłby zakwaterowany przynajmniej jeden żołnierz. Kiedy ruszą pierwsze oddziały, wtedy Polacy zdębieją”. Stacjonowały tu i czyniły ostatnie przygotowania do walki oddziały piechoty i artylerii (głównie w Pawłówku i Przechlewie). W Zawadzie zorganizowano nawet lotnisko polowe z dużą ilością samolotów pościgowych   i zwiadowczych.

        27 sierpnia wydano kartki żywnościowe, które przezornie wydrukowano już w  1937 roku. Poza artykułami spożywczymi reglamentacją objęto odzież i buty. Chleb sprzedawano w 24 godziny po jego wypieczeniu, co zmniejszało jego atrakcyjność i zużycie. Z czasem znacznie pogarszała się jego jakość przez dodawanie np. mąki kukurydzianej lub otrębów.         31 sierpnia Niemcy skierowali do Lipczynka batalion Grenzschutzu, który wczesnym rankiem następnego dnia przełamał granicę z Polską. Później uczestniczył w walkach o Pomorze. Ponieważ poniósł duże straty na Kępie Oksywskiej, został w nocy z 5 na 6 września wycofany z walki i rozwiązany.

        Warto w tym miejscu przytoczyć relację mieszkańca Pawłówka : „Kiedy rano, 1 IX 1939 roku obudziliśmy się i nie zobaczyliśmy żołnierzy, wskazywało to wyraźnie na to, że doszło do konfliktu zbrojnego z Polską. Z oddali słychać było terkot karabinów maszynowych, a od grzmotów armat drżało powietrze. (...) Dzięki Bogu nikt z gminy nie zginął w wyprawie na Polskę”. W najbliższej okolicy Niemcy zaatakowali Komisariat Straży Granicznej w Konarzynach oraz podległą mu placówkę w Nowej Karczmie. Na tym odcinku broniła granicy kompania Straży Granicznej „Konarzyny” (d-ca por. Piotr Marciniak). Koło Konarzyn walki trwały do godz. 1000. Wśród obrońców był późniejszy mieszkaniec Przechlewa Wacław Zyber. Natomiast w obronie Chojnic uczestniczył Józef Spiczak- Brzeziński. W pierwszych dniach wojny internowano w Przechlewie ludność polską z Konarzyn, która nie zdołała ujść przed napaścią. W tym czasie wprowadzono komisaryczne zarządy skonfiskowanych przedsiębiorstw i majątków na zdobytych ziemiach. Przykładowo, już rankiem 1 września tzw. powiernikiem (Treuhänder) majątku Lerchenfeldów w Żychcach został Scheierchof  z Nowej Wsi, a następnego dnia Willy Fischer z Przechlewa objął majątek rodziny Latzke w Chojnicach. Zostanie zarządcą było nagrodą za dotychczasową  antypolską postawę.

           Wbrew obietnicom władz mieszkańcy od początku doświadczali dramatycznych zdarzeń. Pierwszego dnia wojny pojawili się już ranni. Docierały informacje o „zaginionych”. We wrześniu 1939 r. zginęli: Heinrich Potjans, Johann Spors, Bruno Kriesel. 20 października Niemcy zamordowali w Woli koło Pelplina byłego przechlewskiego duchownego Teodora Borowskiego. W 1939 roku trafiło do tutejszych szkół 70 dzieci z niemieckich miast zagrożonych bombardowaniami (z Berlina, Gelsenkirchen, Düsseldorfu, Kolonii, Brunszwiku i Herne w Westfalii).

        Wzrastające zapotrzebowanie na siłę ludzką na froncie spowodowało odpływ do armii dużej liczby mężczyzn. Wynikiem tego był brak rąk do pracy, a co za tym idzie podupadanie wszystkich działów gospodarki. W tej sytuacji władze III Rzeszy, wbrew art. 52 konwencji haskiej dotyczącej świadczenia przez ludność kraju okupowanego tylko takich usług, które by „nie pociągały za sobą dla tej ludności obowiązku uczestniczenia w działaniach przeciwko własnej ojczyźnie”, zastosowały m.in. w Polsce nabór siły roboczej dla gospodarki przez przymusowe deportacje. W czasie wojny w Przechlewie i okolicznych wsiach znalazło się 545 osób zesłanych tu na roboty przymusowe. Niemcy wykorzystywali robotników z Polski (298 osób), Związku Radzieckiego (146), Francji (71), a nawet z Włoch (30). Najwięcej robotników przymusowych trafiło do Przechlewa (370). Na interesującym nas terenie pracowało 15% wszystkich robotników przymusowych na ziemi człuchowskiej. Mieli oni zakaz opuszczania zakładów i majątków od 8 do 10 godzin w ciągu doby, zależnie od pory roku (w godzinach wieczornych i nocnych). Nie mogli korzystać z publicznych środków lokomocji. Zakazano im uczestniczenia w imprezach kulturalnych, obrzędach religijnych, spotkaniach towarzyskich. Byli źle traktowani, a nawet bici. Władze niemieckie ograniczyły robotnikom przymusowym możliwość korzystania ze sklepów, wyznaczając dla nich określone godziny zakupu. Przez cały okres wojny właściciele okolicznych majątków i większych gospodarstw oblegali Urząd Pracy w Człuchowie w celu pozyskania robotników przymusowych.

              O stosunku Niemców do polskich robotników przymusowych świadczy relacja Wernera Kocha, który kierował powiatowym wydziałem propagandy i prasy NSDAP w Człuchowie: „Poza naprawdę nielicznymi wyjątkami Niemiec zachowuje w stosunku do Polaka taką postawę, jaką powinien zachowywać: on jest panem, natomiast Polak zwierzęciem roboczym”. Natomiast Fritz Sauckel, generalny pełnomocnik ds. pracy w III Rzeszy pisał      o robotnikach przymusowych w zarządzeniu: „Wszystkich tych ludzi należy żywić, umieszczać i traktować w ten sposób, aby ich eksploatować w możliwie najwyższym stopniu przy możliwie najniższym poziomie wydatków”.

        W Niemczech istniała wobec Polaków instytucja tzw. „specjalnego potraktowania”, w myśl której Polak mógł otrzymać karę śmierci w wyniku decyzji władzy policyjnej bez udziału sądu. Przykładowo w kwietniu 1941 roku koło Łubianki powieszono robotnika przymusowego za „zbliżenie niemoralne” z Niemką. Natomiast jesienią 1941 roku zorganizowano w tej miejscowości pokazową egzekucję polskiej dziewczyny. Na miejsce egzekucji spędzono robotników i jeńców wojennych, do których przemawiał Kottwitz z Sąpolna. Wykonywano nawet zdjęcia.

        W Nowej Wsi znalazł się na „robotach” Władysław Wójcik. W 1941 roku nawiązał kontakt z Polką, obywatelką niemiecką Heleną Kiedrowską z Tuchomia. Młodzi starali się o zezwolenie na zawarcie związku małżeńskiego. Niestety na wniosek niemieckiego rolnika B.K. aresztowano oboje. Kiedrowska była więziona w Słupsku, skąd miesiąc przed urodzeniem dziecka została zwolniona (marzec 1943 r.). Otrzymała jedynie urzędowe zawiadomienie, że Wójcik zmarł 7 VIII 1943 r. na zapalenie płuc.

        Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Koszalinie ustaliła, że wiosną 1944 roku w Lisewie Niemcy zastrzelili polską dziewczynę. Jej zwłoki wrzucono do Brdy.  W tym samym roku powiesił się w Przechlewie polski robotnik przymusowy.

        W latach 1939-1941 Niemcy zakładali w okolicznych miejscowościach oddziały robocze jeńców (tzw. komanda), które składały się z więźniów obozu w Czarnem (Stalag II B Hammerstein)1. Oddziały robocze narodowości polskiej znajdowały się w Lisewie (17 jeńców), Pawłówku (9), Zawadzie (25) i Szczytnie (31). Ponadto w Sąpolnie i Żołnie pracowały oddziały jeńców francuskich, a rosyjskich w Lisewie i Dąbrowie. W sumie zesłano tu około 120 osób. Jeńcy skierowani do pracy w majątkach ziemskich byli zakwaterowani w wydzielonych budynkach gospodarczych: oborach, stajniach, szopach. Natomiast pracujących  na mniejszych gospodarstwach zamykano na noc w remizach (Sąpolno) i szkołach (Pawłówko, Lisewo). W sierpniu 1942 roku w Dąbrowie właściciel gospodarstwa rolnego zabił widłami dwóch zatrudnionych u niego Rosjan.

        Pod koniec 1944 roku ewakuowano przez Sąpolno jeńców ze wschodnich obozów.  Z kolumny ok. 500 jeńców radzieckich trzech uciekło. Niestety schwytano ich i rozstrzelano koło Czosnowa.

              W niektórych miejscowościach robotnicy przymusowi organizowali sabotaż-                       - powodowali uszkodzenia maszyn w czasie żniw i omłotów. Docierała do nich prasa konspiracyjna, a nawet, pomimo zakazu, posiadali radio i słuchali audycji zagranicznych. Do aktywniejszych należeli: Cyryl Szuman, Stefania Miszewska, Maria Tyborska, Franciszek Drobiński, Siergiej Hordienko. Hrabina v. Borck z Pakotulska, która często „wyrażała oburzenie na postępowanie Niemców w stosunku do ludności polskiej”, udzieliła schronienia poszukiwanym przez SS partyzantom: rannemu Henrykowi Graboszowi i choremu Władysławowi Kuleszy. Jesienią 1944 roku aresztowano w Przechlewie 9 Polaków pod zarzutem przynależności do tajnej organizacji (prawdopodobnie „Batalion Odra”). Jednego    z nich, Nowaka powieszono, a pozostałych wywieziono. Ich losy są nieznane.

        W czasie wojny wszystkie dziedziny życia zostały objęte ścisłymi przepisami                     i podporządkowane faszystowskiemu reżimowi. We wszystkich dokumentach wpisywano wtedy polskie imiona przy zastosowaniu pisowni niemieckiej. Zniekształcano również polskie nazwiska. Dbał o to nauczyciel Leon Noga, który sam zmienił nazwisko o polskim brzmieniu na niemieckie (Fuss). Żądał nawet, aby mieszkający tu nieliczni Polacy oraz robotnicy przymusowi rozmawiali jedynie po niemiecku. Oprawcą i katem okazał się Kottwitz.

        Od 1943 roku na interesujący nas teren zaczęła napływać ludność niemiecka z bombardowanych dużych miast, szczególnie z Berlina (tzw. poszkodowani bombardowaniami). Natomiast jesienią 1944 roku przybyła ludność uciekająca przed Armią Czerwoną z Prus Wschodnich. Powiat człuchowski musiał przyjąć 800 uciekinierów z krajów bałtyckich. W tym czasie niektórzy mieszkańcy udawali się już do rodzin w głąb Rzeszy.     W atmosferze entuzjazmu i dumy narodowej starano się pomijać milczeniem zawiadomienia o kolejnych zabitych krewnych i znajomych Znamy liczbę poległych żołnierzy: 1939 r. – 3, 1940 r. – 2, 1941 r. – 11, 1942 r. - 17, 1943 r. – 34 i 1944 r. – 33. Niestety, trudno jest ustalić liczbę ofiar w ostatnim roku wojny. Większość zginęła na froncie wschodnim. Pod Stalingradem zginął m.in. syn rektora Grochockiego, ksiądz Johannes.

        Jesienią 1944 roku rozpoczęto prace szańcowe w rejonie Białego Boru, Drzonowa, Gwdy i Szczecinka, wzdłuż Wału Pomorskiego. „Wiele kobiet, dziewczyn i starszych mężczyzn, a nawet dzieci ściągano do pomocy w kopaniu i usypywaniu umocnień. Czy to pomoże, aby zapobiec i zatrzymać niebezpieczeństwo, które się zbliża? Z początkiem nowego roku linia frontu zbliżała się coraz bardziej do naszej granicy, którą pięć lat temu, pewni zwycięstwa, przekraczaliśmy w odwrotnym kierunku”. Powołano pospolite ruszenie mężczyzn w wieku 16-65 lat, ucząc ich przede wszystkim posługiwania się rusznicami przeciwpancernymi. Ostatecznie całą ludność powołano „do zadań obrony Rzeszy” .

        W grudniu 1944 roku rozpoczęto przygotowania ewakuacyjne. We wszystkich „zagrożonych” powiatach powołano do życia tzw. „Komisje Alberta”, które zajmowały się całością spraw związanych z ewakuacją. Oceniały one również przydatność ewakuowanych   i uchodźców do pracy w Rzeszy oraz badały ich polityczne oblicze. Miały za zadanie wychwycić „podejrzane i niepewne elementy”. W składzie Albert-Kommision znaleźli się przedstawiciele gestapo, policji porządkowej, zdrowia i komunikacji. W Człuchowie byli to m.in. starosta von Etzel, kierownik ekspozytury urzędu pracy Hardtke, kierownik posterunku żandarmerii Wurm, dr Rautenberg. Przygotowaniami do ewakuacji ludności wiejskiej kierowali Ortsgruppenleiterzy, wójtowie i wiejscy przywódcy chłopów.

        W miarę jak zbliżał się front, w życie na terenach zamieszkałych przez Niemców wkradał się chaos. Kolosalne straty spowodowała ewakuacja administracji niemieckiej oraz wywiezienie większości urządzeń z zakładów i przedsiębiorstw na tereny położone za Odrą.   W tym samym czasie miały miejsce wielkie migracje ludności. 19 stycznia 1945 roku zorganizowano planową ewakuację ludności. Uczestników tej akcji zobowiązano do zabrania dokumentów, żywności, garnków, naczyń stołowych, zapasu odzieży oraz paszy dla koni.  Wskazano przewodników kolumn marszowych, których zaopatrzono w odpowiednie mapy. 1675 wyznaczonych mieszkańców postanowiono ewakuować do Pyrzyc. Jednak z powodu złych warunków atmosferycznych („Głęboki, na wpół stajały śnieg, lód i woda stanowiły przeszkodę nie do pokonania”) oraz braku odpowiedniej ilości środków transportowych w akcji tej uczestniczyło tylko 425 osób. Kolejna ewakuacja miała miejsce w ostatnich dniach lutego 1945 r. Na przykład mieszkańcy Pawłówka musieli opuścić swoje domostwa 25 lutego o godz. 500. Pieszo, z tobołkami na plecach i w rękach, pchając swój dobytek na wózkach, ruszyli przez Przechlewo w kierunku Sławna i Lęborka. Uciekinierów tych front zastał rozproszonych niedaleko Lęborka 9 marca. Żołnierze radzieccy zabrali im cały dobytek, nawet ubrania i buty. Kobiety zgwałcono, a wielu mężczyzn zabito. Po sześciu tygodniach ciężkich robót (np. przy demontażu torów) niektórym rodzinom zezwolono na powrót do Pawłówka.

        Tragizm ewakuacji oddaje wiernie relacja jej uczestnika: „Nie jest drobnostką przebywać setki kilometrów z kobietami, starcami i dziećmi, podczas gdy wicher pędzi po drogach tumany śniegu i lodu. Zmęczone ciała jedynie nocą mogą trochę odpocząć, konie natomiast słabną z dnia na dzień...”. Natomiast kronikarz z Sąpolna odnotował: „Dużo dzieci zginęło z mrozu i głodu...”.

        W okresie przymusowej ewakuacji część mieszkańców przybyła do proboszcza przechlewskiego ks. Feliksa Grzeszkiewicza, by zadeklarować mu chęć pozostania oraz znaleźć u niego radę. Ksiądz Grzeszkiewicz z grupą przechlewian postanowił schronić się w Krasnem koło Nowej Wsi (26 II). Po drodze przyłączyli się mieszkańcy Przechlewka, którzy także zdecydowali się uniknąć ewakuacji. Po przejściu frontu wszyscy powrócili do domów, a proboszcz (28 III) do swojej pracy duszpasterskiej. Jednak do 21 czerwca mieszkał w prywatnym domu, a następnie w organistówce. Plebanię bowiem zajęli żołnierze radzieccy.

        Różne były przyczyny ucieczki pojedynczych Niemców, bądź rodzin. Część z racji zajmowanych stanowisk, czy też złego traktowania robotników przymusowych była narażona na szykany wkraczających wojsk. Wielu uczyniło to pod wpływem niemieckiej propa-  gandy, która ostrzegała przed bolszewizmem, barbarzyństwem Rosjan, zbliżaniem się mordów i gwałtów oraz wywózką na Syberię, co zresztą znalazło potwierdzenie. Warto podkreślić,  że mimo tych obaw jeszcze w 1946 roku 8 byłych działaczy NSDAP mieszkało na terenie  gminy.

        Dnia 24 lutego 1945 roku rozpoczął się drugi etap operacji pomorskiej. Wojska II Frontu Białoruskiego pod dowództwem marszałka Rokossowskiego rozpoczęły ofensywę. Zdobycie tych ziem poprzedził nalot przeprowadzony przez samoloty radzieckie wczesnym rankiem 25 lutego. Celem nalotu było lotnisko w Zawadzie, Nowa Brda, Pakotulsko, Sąpolno oraz prawdopodobnie dworzec kolejowy w Przechlewie. W tym czasie wyładowywano tu czołgi 32 Dywizji Pancernej „Kurlandia”. W wyniku tego nalotu trzy osoby zginęły: Charlotte i Gudrun Lück oraz nieznany mężczyzna (plac przed domem p. Kowalczyka). Pochowano ich na prowizorycznym cmentarzu wojennym, w ogrodzie byłej szkoły katolickiej. Radzieckie bomby zniszczyły osiem budynków w Przechlewie oraz dwór w Zawadzie. Następstwem nalotu była ucieczka około 1150 Niemców w kierunku Miastka. W samym Przechlewie pozostało około 100 mieszkańców.

        Wojska niemieckie nie zamierzały oddać najbliższej okolicy bez walki, a na południe od Przechlewa utworzyły silny węzeł obrony. W tym celu gen. Walther Weiss ściągnął oddziały spod Miastka, wsparł je artylerią oraz ok. 100 czołgami, które zablokowały nawet drogi leśne. Próby przełamania obrony niemieckiej, podjęte przez oddziały 40 korpusu dowodzonego przez gen. lejt. Mikulskiego, nie powiodły się. Niemcy potrafili wykorzystać dogodne warunki terenowe: liczne jeziora, bagna, lasy. Obronie sprzyjały także warunki klimatyczne, bowiem rozpoczęły się wiosenne roztopy – tereny nad Brdą zmieniły się w rozlewiska. Wysadzone mosty na rzece ułatwiały odpieranie radzieckiego natarcia. Marszałek Rokossowski poddał krytyce sposób dowodzenia 19 armią przez gen. lejt. Kozłowa. Decyzją rady wojennej 2 Frontu Białoruskiego zastąpił go gen. lejt. Włodzimierz Romanowski. 26 lutego główne siły 19 i 70 armii (gen. lejt. Wasyl Popow) znajdowały się na linii: zach. brzeg J. Charzykowskiego, Polnica, Przechlewo, Rudniki (wszystkie te miejscowości znajdowały się po stronie niemieckiej).

        W nocy z 26 na 27 lutego Niemcy wykonali w okolicach Przechlewa 20 kontrataków siłami od batalionu do pułku. Każdorazowo akcje piechoty były wspierane czołgami (5-10). Jednak wojskom niemieckim nie udało się przełamać radzieckiej obrony.

        27 lutego jednostki 40 korpusu 19 armii i 47 korpusu 70 armii, walczące na wschód i zachód od Przechlewa, łamiąc niemiecką obronę posunęły się ok. 8- 10 km. Niemcy obawiając się okrążenia wycofali się w kierunku Miastka. Część luźnych oddziałów niemieckich schroniła się w okolicznych lasach, niektóre z nich zostały rozbite przez żołnierzy 40 korpusu. 28 lutego od strony Jemielna i Rzeczenicy wkroczyły do Przechlewa wojska radzieckie. Poszczególne miejscowości zostały zajęte przez Rosjan w dniach 26 II- 3 III 1945 r. Jako ostatnie Nowa Brda i Żołna.

        28 lutego w komunikacie z frontu Radio Moskwa podało: ,,Wojska 2 Frontu Białoruskiego, kontynuując działania zaczepne, 28 lutego opanowały Neustettin (Szczecinek) i Prechlau (Przechlewo)- ważne węzły komunikacyjne i silne punkty oporu na Pomorzu oraz zajęły ponad 50 innych miejscowości...”. Zajęcie tych ziem nie oznaczało końca walk o Przechlewo. Pod koniec marca 1945 roku liczny oddział w mundurach Wehrmachtu zaatakował tutejszy posterunek milicji. Trudno jest dzisiaj ustalić, czy byli to maruderzy z rozbitych oddziałów, czy też grupa Werwolfu. Po krótkiej walce, przy pomocy żołnierzy radzieckich stacjonujących tu pod dowództwem lejtnanta Wiktora Pochamowa, udało się pokonać napastników. Do niewoli wzięto 25 ludzi, którzy zostali przekazani radzieckiej komendanturze w Człuchowie.

        Warto wspomnieć o „wyczynie” młodzieży z Hitlerjugend w Rzeczenicy. Postanowili stawić opór zbliżającym się do ich wsi wojskom radzieckim i urządzili w Dolince zasadzkę. Zginęli i zostali pochowani na pobliskim cmentarzu w Pakotulsku.

        Według danych niemieckich można w przybliżeniu ustalić straty ludzkie na omawianym obszarze. Z Przechlewa w trakcie wojny zginęło około 135 osób, z Pawłówka ponad 30, z Nowej Wsi około 70, ze Szczytna około 10, natomiast z Nowej Brdy 10. Brak jednak danych dla pozostałych miejscowości. Z powodu załamania psychicznego, w momencie zbliżania się frontu, 9 osób (w Przechlewie, Sąpolnie, Garbku) odebrało sobie życie. Po zdobyciu tych ziem Rosjanie zamordowali ponad 15 osób w Przechlewie, ponad 10 w Lisewie oraz kilka w Pakotulsku. Zastrzelili również 16-letniego Schafraniaka z Zawady. Gdy się w końcu dowiedzieli, że był Polakiem, to pochowali go z „honorami” na cmentarzu  w Przechlewie. Oprócz tego 270-280 mieszkańców zostało wywiezionych przez Rosjan na wschód (m.in. nauczyciel Paul Rubarth). Pierwsi wrócili w połowie 1947 roku, jednak większość z wywiezionych nigdy tu nie powróciła. Z dostępnych danych wynika, że około 550 mieszkańców omawianego terenu straciło życie w latach II wojny światowej.

        Warto w tym miejscu przytoczyć relację Jana Reszki, jednego z pierwszych milicjantów w Przechlewie: „Na długo w mojej pamięci utkwił dzień 9 maja 1945 roku. Wraz z żołnierzami radzieckimi zorganizowaliśmy wiec. Wzięli w nim udział wszyscy mieszkańcy, nie wyłączając Niemców. Radośnie świętowaliśmy dzień zwycięstwa, kładący kres wojnie”.

        Niestety, pozostało w okolicy kilkadziesiąt bezimiennych grobów żołnierzy radzieckich     i niemieckich. W dniach 24-25 kwietnia 1953 roku przeprowadzono ekshumacje w 11 okolicznych miejscowościach. Z 33 mogił (pojedynczych i zbiorowych) wydobyto 121 zwłok żołnierzy radzieckich. Pochowano ich na cmentarzu w Szczecinku. Szczątki ostatnich poległych ekshumowano w 1975 roku.

        1 maja 1952 roku postawiono w centrum Przechlewa pomnik „Za naszą i Waszą wolność”. Kolejny odsłonięto 12 października 1968 roku. Podobny postawiono z inicjatywy członków Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w 1985 roku w Sąpolnie.

1. Wśród więźniów obozu w Czarnem był Antoni Szczepaniak i Józef Spiczak-Brzeziński

opac. mgr  M. Wikaryjczak